5 listopada 2017

"Pomóż hutom, zbieraj złom". Zapałki w służbie propagandy

Przestawiam artykuł autorstwa Jarosława Sobkowskiego, który ukazał się  w Magazynie Częstochowa Gazety Wyborczej, 5 listopada 2017 źródło

Przed II wojną światową były przedmiotem objętym monopolem państwowym i częstym łupem pograniczników, którzy odbierali go przemytnikom. Po wojnie traciły na znaczeniu, stając się często dodatkiem do wydawanej reszty w sytuacji braku "drobnych”. Zapałki, bo o nich mowa, prowadziły też – niezauważalną dla wielu – akcję reklamową, edukacyjną, a nawet polityczną. Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie 21 ZDJĘĆ Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie Fot. Grzegorz Misiak Najbardziej zatwardziali filumeniści (od greckich słów philéo – lubię i lumen – światło, ozdoba) posiadają zbiory etykiet zapałczanych, sięgające nawet pół miliona egzemplarzy. Zainteresowanie ich zbieraniem podobno sięga końca XIX w. i oczywiście najstarsze egzemplarze należą do najrzadszych i najcenniejszych. Z kolei w PRL etykiety zapałczane (obok znaczków pocztowych) stanowiły wyjątkowe urozmaicenie dla szarego otoczenia.


Czołg z zapałek 

Po II wojnie światowej funkcjonowało w Polsce pięć fabryk zapałek: w Bystrzycy Kłodzkiej, Czechowicach, Częstochowie, Gdańsku i Sianowie koło Koszalina. Centralnie sterowana gospodarka sprawiała, że produkty określonej z firm trafiały do konkretnego rejonu kraju, więc o konkurencji nie było mowy. Np. w Lublinie można było kupić tylko zapałki z Częstochowy, a w Białymstoku wyłącznie z Sianowa. Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie 21 ZDJĘĆ Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie Fot. Grzegorz Misiak Najlepsze produkty moim zdaniem – a już w latach 70. miałem w tej dziedzinie szerokie porównanie dzięki wakacjom u babci w Elblągu i podróżom do rozrzuconej po całym kraju rodzinie – pochodziły z Częstochowy. Z kolei największą „siarą” były wyroby sianowskie i gdańskie, choć trzeba przyznać, że dwukrotnie droższe od zwykłych zapałek tzw. sztormówki (paliły się nawet w kałuży) ze wspomnianych zakładów były obiektem naszych marzeń. Nie niedościgłym, bo wówczas zapałki kosztowały 20 gr, czyli dziesięciokrotnie mniej niż popularna w mojej szkole szneka z glancem (słodka bułka z dżemem i polewą). Zapałki służyły do różnych celów. Od prostego pstrykania nimi – zapalały się w powietrzu i czasami lądowały na kurtce kolegi lub własnej, poprzez tworzenie tzw. czołgów – wysunięta z pudełka zapałka musiała się tak sprytnie spalić, aby od niej zajęła się pozostała część w pudełku i wówczas tank płonął – po bardziej wyszukane konstrukcje. Do tych zaliczam zdzieranie tzw. siarki i umieszczanie jej w minimoździerzach z łusek karabinowych, które zawierały kulkę łożyskową i po zapaleniu zdarzało się, że nią miotały. Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie 21 ZDJĘĆ Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie Fot. Grzegorz Misiak Inną zabawą było wkładanie tej siarki między dwie skręcone tzw. muterką śruby. Ta ostatnia konstrukcja prawidłowo rzucona o ziemię robiła niezły huk. Słowem: radocha na 102! Pamiętam, że wówczas nas, kilkuletnich chłopaków, wyjątkowo bawiły etykiety w stylu: „Strzeż zapałki przed dziećmi” czy „Dziecko plus zapałki równa się pożar”. Tu warto nadmienić, że zakup zapałek, ba papierosów czy nawet piwa przez kilkuletniego szkraba ani nie był zakazany, ani nie należał do rzadkości. Niemal wszyscy biegaliśmy do kiosków po papierosy dla swoich ojców czy dziadków.

 Funkcja mikroplakatu

 Dość jednak tych sentymentalnych wspomnień z PRL-u. Wróćmy do sentencji, które zawierały pudełka. „Rolniku! Chroń zbiory przed pożarem” – apelowały ZPZ (Zakłady Przemysłu Zapałczanego) z Bystrzycy Kłodzkiej. Albo: „Dotykanie niewypałów grozi śmiercią lub kalectwem. O zauważonych niewypałach zawiadom MO lub Prezyd. Rady Narod.” – pouczały ZPZ w Czechowicach. Podobnych mądrości było bez liku. Wszystko zależało od tego, jakie wytyczne wybranej fabryce aktualnie przekazało kierownictwo jedynej słusznej wtedy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W tym kontekście może zaskakiwać częstochowska etykieta „Pijcie smaczny, zdrowy sok pomidorowy” lub z tej samej serii, ale już bez rymu: „30% koncentrat pomidorowy znakomity do zup, sosów”. Odkrycie! Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie 21 ZDJĘĆ Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie Fot. Grzegorz Misiak Częstochowskie zapałki ostrzegały też przed pijaństwem za kółkiem – „Śmierć blisko”, przed niebezpieczeństwem zabawy na drogach – „Chrońmy swoje dzieci”, informowały o zaletach oszczędzania na książeczkach PKO czy ilustrowały, w jaki sposób powinny być oświetlone furmanki. Jedną z ciekawszych etykiet naszej wytwórni jest czarny kot, który pali fajkę. Dziś rzecz nie do pomyślenia, ale być może chodziło tu bardziej o ilustrację do znanego wierszyka: „Opowiem ci bajkę, jak kot palił fajkę...”. Nasza zapałczarnia przez lata wyprodukowała setki etykiet. Podobnie pozostałe wytwórnie, które miejsce na opakowaniu zaczęły traktować jak minisłup ogłoszeniowy, a same etykietki stawały się miniplakatami. Dla porządku trzeba dodać, że zapałki produkowano w kilku rozmiarach: liliputy (dziś rzadko spotykane), normalne, specjalne (np. dłuższe, służące do odpalania fajek) oraz gabinetowe. Poza tymi kategoriami był jeszcze jeden podział – na krajowe i eksportowe. Sądzę, że nie trzeba wyjaśniać, czym się różniły. Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie 21 ZDJĘĆ Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie Fot. Grzegorz Misiak Prawdziwą kopalnią wiedzy o zasadach filumenistyki są katalogi. Pierwszy, który w sposób naukowy i uporządkowany określa funkcje, sposób tworzenia kolekcji i podaje wartość emitowanych etykiet, to katalog wydany w 1967 r. przez grupę filumenistów działających przy Zarządzie Głównym Polskiego Związku Filatelistów. Znajdziemy w nim nie tylko egzemplarze, które są prawdziwymi białymi krukami, ale przede wszystkim uderzy nas zakres tematyczny tych maleńkich dzieł. Jak bowiem traktować kampanię prowadzoną przez jedną z wytwórni, która na dziesięciu etykietach walczyła z marnotrawstwem, dziś nie do pomyślenia: „Makowiny to dewizy, nie niszcz makowiny”. Inne czasy i inne problemy.

Kolekcja przy ul. Ogrodowej 

Zainteresowanych tematyką odsyłam do Muzeum Produkcji Zapałek, które powstało przy zapałczarni na ul. Ogrodowej w Częstochowie. Można tam podziwiać piękny zbiór etykiet - także na rynek zagraniczny. Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie 21 ZDJĘĆ Etykiety z kolekcji Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie Fot. Grzegorz Misiak Jedna z najcenniejszych polskich etykiet, bo warta niemal 40 zł, znaleziona przeze mnie na aukcji internetowej, mówiła o 100-leciu Częstochowskich Zakładów Przemysłu Zapałczanego 1881-1991 i miała format gabinetowy. Na zakończenie jeszcze tylko mały wtręt. W PRL za najdroższe zapałki trzeba było zapłacić aż 12 zł. Wówczas paczka papierosów Popularnych bez filtra kosztowała ok. 4,5 zł, a Radomskich – 6 zł. Dlaczego owe zapałki były tak cenne? Bo miały tzw. japońską etykietę – trójwymiarową. Najczęściej przedstawiały piękną panią i – w zależności od kąta ustawienia – pani albo miała garderobę, albo nie. Ale to już inna bajka.

źródło: Jarosław Sobkowski, "Pomóż hutom, zbieraj złom". Zapałki w służbie propagandy, Magazyn Częstochowa

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza